poniedziałek, 20 maja 2013

4 " Strach przed utratą przyjaciela "

~~ Tom ~~

Siedziałem razem z zespołem, moim bratem, z Andreasem i jego śliczną dziewczyną wyczekując swojej upragnionej godziny. Kurde dlaczego ten czas się tak dłuży? Zawsze jak się czegoś chce wszystko spowalnia a kiedy bawisz się już świetnie czas zaczyna pędzic. Nienawidzę za czymś czekac. Juz powoli zaczynam się niecierpliwic. Podniosłem się z miejsca. Sięgnąłem z kieszeni swoich dużych spodni paczkę papierosów. Wyjąłem jednego papierosa a paczkę schowałem spowrotem do kieszeni. Odpaliłem papierosa i wyszedłem na balkon zapalić. Rozglądałem się przez chwile i nagle ujrzałem jakiś duzy dom. Od kiedy tu jestem jeszcze nie widziałem tego domu.

- Ej Andy, chodz na chwile.- Zawołałem swojego przyjaciela bo może on będzie cos wiedział bo przeciez spędza w tym miescie więcej czasu.

- Co jest?- Zapytał stojąc już obok mnie.

- Od kiedy tam stoi taki duzy dom?- Spytałem na co on się zaśmiał.

- Ale ty masz pamięć człowieku, przecież od roku czy dłużej budowali się tam. Nie pamiętasz?- Mówił patrząc na mnie jak na ostatniego idiotę. Ja na serio nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ktoś się tam budował. A może skleroze mam?

- Oj Tommy, masz za dużo fantazji w głowie i zapominasz o niektórych rzeczach widzę.- Zaśmiał się klepiąc mnie po plecach i poszedł spowrotem do środka. Gdyby on tylko wiedział jakie myśli znajdują się w mojej głowie to by mnie zabił, że myślę sobie o jego dziewczynie czasem..Nie no nie bede się oszukiwał. Myślę o niej bardzo często. Praktycznie codziennie. No ale ja nic nie poradzę,  ze podoba mi się akurat ona. To chyba nie przestępstwo, ze podoba mi się laska mojego przyjaciela? Andreas i tak się o niczym nie dowie bo nikt tego nie wie że Angelika mi się podoba. Chyba że nie kontroluje przy niej swojego zachowania i nie wiem co robię a oni o wszystkim już wiedzą. Musze przestać już o niej myslec bo zrobię jeszcze coś głupiego i mogę przez to stracić swojego przyjaciela a tego nie chce.
Skończyłem palic papierosa i wróciłem do środka. Usiadłem na swoim miejscu wzdychając lekko. Chyba nigdy w swoim życiu się tak nie nudziłem jak teraz. Chyba pójdę się przebrać, odswieżyc i w ogóle.

- Dobra panowie..No i panie. Ja idę się przebrać bo niedługo będziemy się do klubu zbierac.- Oznajmił mój brat podnosząc się z miejsca, zmierzając na góre do swojego pokoju.

- Ja też idę.- Westchnąłem podnosząc się z miejsca. Poszedłem wolnym krokiem na góre do swojego pokoju. Otworzyłem swoją szafe z ciuchami. Sięgnąłem po luźne spodnie i jakąś luzną bluzkę. Szybko się przebrałem i jedyne czego chciałem to żeby w końcu zaczęła się ta impreza. Zszedłem na dół do reszty. Byli wszyscy tylko brakowało oczywiście mojego brata bo Bill zanim się uszykuje to trochę to zajmuje. Usiadłem w gronie swoich przyjaciół no i znajomej jeśli mogę ją tak nazwać. Mam oczywiście na myśli śliczną Angelikę którą muszę sobie w końcu z głowy wybic bo jak tak dalej pójdzie to Andy dowie się o wszystkim a ja spieprzę naszą przyjaźń. A moze będzie lepiej jak ja mu powiem o tym że podoba mi się jego laska to wtedy będzie mi jakoś tak lżej na sercu? Nie lepiej chyba nie będę mu o tym mówił bo jeszcze sobie pomyśli że mam jakieś zamiary co do niej i wtedy będzie nieprzyjemnie. Kurde ja już się plącze z tym wszystkim. Nie może mi się podobać laska mojego najlepszego kumpla no. Dobra, trzeba się w końcu ogarnąć i tyle. Zapomnieć o niej i traktować jak...jak no jak dziewczynę przyjaciela.  No łatwo sobie tak powiedzieć a trudniej to utrzymać. Tom trzeba się opanować i w ogóle nie patrzec na nią i dac sobie z nią spokój. Na pewno na imprezie znajdzie się ładniejsza i fajniejsza. Nie no muszę znowu zapalić bo mnie nerwy ponoszą. Wstałem i zapaliłem kolejnego papierosa.

- Tom idziemy już.- Usłyszałem głos swojego brata. Zgasiłem szybko papierosa i siegnąłem po miętową gumę. Poszedłem jeszcze do swojego pokoju po kluczyki od mojego samochodu. Wziąłem je z szafki nocnej i zszedłem już na dół. Kiedy wyszliśmy z domu wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Czekałem jeszcze za zespołem bo cos mieli jeszcze zrobić. Po jakimś czasie wsiedli do mojego samochodu i mogłem już ruszyć. Ja jechałem z Georgiem,Gustavem i z moim bratem a Andy pojechał ze swoją dziewczyną. 


~~ Ewelina~~

Kiedy Bella wszyła z domu mogłam w koncu trochę odpocząć i przemyslec sobie wszystko chociaż i tak męczyła mnie ta samotność. Ciągle sama. Mój tata w ogóle nie poświęca mi czasu. Kiedy przyjezdza dla niego liczy się tylko ta jego pinda a mnie ma całkowicie gdzieś. Co z tego że przytuli mnie na powitanie i da mi kieszonkowe? Myśli że przez to jest wspaniałym tatusiem i miłosc do własnej córki polega na przekupywaniu jej różnymi prezentami? Kiedy żyła moja mama ten człowiek był zupełnie inny. A teraz kiedy pojawiła się Bella zmienił się i to strasznie nie poznaje go po prostu. Zeszłam na dół i założyłam jakas bluzę po czym wyszłam z domu. Po drodze wstąpiłam do kwiaciarni po chciałam isc do mamy na cmentarz więc kupiłam jej róże, ponieważ to były jej ulubione kwiaty. Zapłaciłam za kwiata i wyszłam. Szłam przed siebie będąc całkiem zamyślona patrząc w ziemie az w koncu natknęłam się na kogoś. Uniosłam swój wzrok na znaną mi twarz. Był to jeden chłopak z mojej klasy a obok niego kilku jego kolegów. Teraz to chciałam gdzies uciec zeby nikt mnie nie znalazł.  Nienawidziłam ich wszystkich. Zawsze mnie zaczepiaja.

- No kogo ja tutaj widzę..- Zaśmiał się wysoki blondyn. Chciałam go wyminac jednak jeden z jego kolegów zatrzymał mnie łapiąc mnie mocno za obie rece. Następny wyjął mi z kieszeni portfel w którym miałam dosc duzo swoich pieniędzy.

- Oddaj to!- Powiedziałam podniesionym tonem i zaczęłam się wyrywac..

- Łoo jaka ty jestes waleczna.- Zakpił ze mnie Ben.

- Oddaj mi ten zasrany portfel i odwalcie się w końcu ode mnie co ja wam takiego zrobiłam że ciągle mnie zaczepiacie?!- Pytałam pod wpływem nerwów. Łzy mimowolnie napłyneły mi do oczu przypaminając sobie wszystkie upokozenia z ich strony.

- Ojej tylko się nie popłacz tak jak zawsze bo teraz nie będziesz już miała do kogo pójsc bo z tego co wiem twoja mamusia nie zyje a twój ukochany tatuś jest w pracy jedynie twoja macocha.- Po tych słowach wybuchnęłam po prostu płaczem. Jakim prawem on mówi mi cos takiego i to jeszcze wspomina moją mamę?! Co go interesuje moje życie prywatne?!
Koledzy Bena oczywiście się ze mnie śmiali tak samo jak i Ben. Niech sobie już wezmą ten portfel i mnie zostawia w spokoju!- No co nic nie powiesz? W szkole kiedy idziesz do odpowiedzi zawsze masz cos do powiedzenia ale zeby tak z zycia cos to widzę pustka w głowie.- Powiedział.

- Odpierdol się ode mnie i daj mi już kurwa spokój!- Wykrzyknęłam mu w twarz ponieważ on stał przede mna a jego kolega trzymał mnie z tyła za rece. Po tych słowach zaśmiał się po czym uderzył mnie w twarz. Poczułam straszny bol swojego nosa po czym spływającą krew. Uniosłam głowe i naplułam mu w twarz po czym kopnęłam go w krok i wyrwałam się od jego kolegi i zaczęłam uciekać tyle ile miała sił w nogach.

- Zobaczymy w szkole idiotko!- Krzyknął sycząc z bólu.

Po jakimś czasie dotarłam w końcu do domu. Kiedy weszłam zastałam Belle. Spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem i od razu do mnie podbiegła.

- Kto tobie to zrobił?- Zapytała dokładnie mi się przygladając.

- Nie ważne.- powiedziałam i chciałam ja wyminac jednak ona mnie zatrzymała. Nie bede jej się z wszystkiego tłumaczyć, przeciez nie jestem jej córką.

- Tego tak nie zostawimy, ja zadzwonię do twojego ojca i pogadam z nim a ty powiesz kto ci to zrobił.- Sięgnęła po telefon ze swojej torebki.

- Nigdzie nie zadzwonisz!- Krzyknęłam i wyrwałam jej telefon z rąk.- Nie interesuj się mna nie jestem małym dzieckiem. Potrafię sobie poradzić ze swoimi problemami więc daj mi juz spokój i nie dopytuj mnie kto mi to zrobił! - Nienawidzę kiedy ona traktuje mnie jak małe dziecko. Mam już powoli tego wszystkiego dość. Poszłam do łazienki przemyc tylko twarz po czym udałam się do swojego pokoju. Po chwili zaczął dzwonic mój telefon. Dzwoniła do mnie osoba której ufałam i zawsze mnie wspierała czyli moja przyjaciółka Jane.

- Halo. - Odebrałam starając się juz uspokoić.

- Ewelina co robisz dzisiaj?- Zapytała a w jej głosie juz słyszałam że coś kombinuje. Znałam ja za dobrze żebym tego nie wyczuła

- Nie wiem...Zraz chyba wyjdę z tego domu wariatów i nie wiem gdzie pójdę.- Odparłam.

- Bo wiesz..Podobno jest jakaś impreza bo dzwonił do mnie Andy i mi powiedział.- Nie mam co robic a chociaż sobie odreaguje na tej imprezie więc czemu nie?

- Daj mi godzinkę i bede gotowa.


- Okey to ja jeszcze do ciebie zadzwonię.- Powiedziała i rozłączyła się



**************